72. Ćwierć mili do mety…

Minęły trzy tygodnie, nim lekarz zgodził się wypuścić Nicka ze szpitala. Przez ten czas prawie codziennie go odwiedzałam i starałam się zapewnić mu jakąś rozrywkę. Jak się można było spodziewać, jako facet zrobił się marudny i drażliwy, czym doprowadzał mnie do szału, ale gryzłam się za każdym razem w język, by mu czegoś nie palnąć i nie wywołać niepotrzebnej kłótni. Zbliżyliśmy się do siebie znacznie. No przynajmniej nie krzyczymy na siebie, a normalnie rozmawiamy ze sobą. To co się wydarzyło bardzo zmieniło mój stosunek do Nicka. Zrozumiałam, że nie tylko mnie było ciężko, bo jemu też.

Wraz z jego wyjściem powstał problem, ponieważ jego dom, a prawnie mój został zdemolowany i nikt do niego nie zaglądał od czasu feralnego wieczoru. Jestem pewna, że sam Nick nie chciał do niego wracać, ale za bardzo nie miał innego wyjścia. Dan i Michael oferowali mu zatrzymanie się u nich na jakiś czas, za nim nie zrobi porządku z domem, ale Nick kategorycznie odmówił. Lekarz powiedział, że wypuści go pod warunkiem, że ktoś będzie miał na niego oko przez jakiś czas. Rozważałam, aby zamieszkał u mnie na jakiś czas, ale tą myśl szybko odrzuciłam, tak jak szybko się pojawiła. Niestety Chrystian wpadł na ten sam pomysł co ja i cały czas zadręczał mnie swoją gadaniną, że zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Więc zaproponowałam moje mieszkanie Nickowi, ale ku mojemu zaskoczeniu też odmówił i co jeszcze bardziej wprawiło mnie w większe zdziwienie to, to że zrobiło mi się przykro, gdy odmówił.

- Powiedz mi dlaczego? – Pytam po raz setny Nicka. Obserwując jak pakuje swoje rzeczy do torby podróżnej.

- Nie chcę by ktokolwiek się nade mną litował. – Odpowiada chmurnie.

- Ile razy mam ci powtarzać, że to żadna litość. – Siadam na jego łóżku i krzyżuję ręce na kletce piersiowej. Nick nie odpowiada. No to spróbujmy z innej strony. – A gdybym ci zaproponowała seks. To też byś uznał to za litość? – Pytam swobodnym tonem. Nick zamiera na chwilę, przetwarzając moje słowa, po czym okręca się w miejscu. Obrzuca mnie uważnym spojrzeniem, a w kąciki jego ust drgają w powstrzymywanym uśmiechu. Opiera dłonie po obu stronach moich bioder i się nachyla bardzo blisko mnie.

- No cóż, to co innego. – Mówi powoli, a oczy błyszczą mu niebezpiecznie.

- Czyli postanowione. Zostajesz u mnie! – Wykrzykuję radośnie i całuję go w policzek. Odsuwam od siebie jego dłonie i wstaję z łóżka. – Pospiesz się. – Mówię do niego i siadam na fotelu w kącie sali. Nick wpatruje się we mnie spod byka.

- Czasami mam ochotę cię… – Mruczy wkurzony pod nosem i wraca do przerwanej czynność. Uśmiecham się szeroko i popijam kawę ze styropianowego kubka. Wyszło na moje.

- Tak wiem, przelecieć. – Mówię z rozbawieniem.

- Żebyś nie pożałowała tego co mówisz. – Odpowiada zirytowany. Prycham i biorę kolejny łyk kawy. Skoro chce, abym dała mu szansę. To ja też postanowiłam wyciągnąć rękę w jego kierunku, o te parę centymetrów.

 

- Nie mogę uwierzyć, że go namówiłaś. – Mówi do mnie cicho Michael. Siedzimy u mnie w kuchni obserwując śpiącego Nicka na kanapie przed telewizorem.

- Taaaak. Mam swoje sztuczki. – Odpowiadam ze śmiechem. Po powrocie ze szpitala wpadli w odwiedziny Michael z Chrystianem, ale niestety braciszek nie mógł zostać dłużej, bo ma mnóstwo spraw do załatwienia na mieście. Nim się pojawili, stoczyłam prawdziwą batalię z Nickiem, ale niestety przegrałam z kretesem. Zasugerowałam by zajął mój pokój, ale on oczywiście uparł się by zająć kanapę. Daję mu dwie noce i wymięknie.

- Wyglądasz na zadowoloną z życia. – Zauważa ostrożnie Michael. Zerkam na niego uważnie i marszczę brwi.

- Masz coś konkretnego na myśli? – Pytam cicho.

- Uśmiechasz się i dowcipkujesz. To duża zmiana od tego co było wcześniej. – Wzruszam ramionami. – Czyżby coś miedzy wami iskrzyło? – Dopytuje się Michael.

- Nie twój interes. – Burczę, ale nie potrafię pozbyć się z twarzy tego absurdalnego uśmiechu. Czuję, że wreszcie zmierzam ku lepszemu.

- Jasne. – Parska śmiechem. Posyłam mu krzywe spojrzenie. Nie chce by obudził pana marudy.

- Przestań się nabijać i lepiej powiedz mi, co z tymi pracownikami, których zaproponował John. – Zmieniam temat na bezpieczniejszy. Widzę, że chciałby jeszcze mnie po męczyć w kwestii Nicka, ale odpuszcza. Michael opowiada mi o nowym miejscu, w którym chciałby założyć warsztat oraz o pracownikach i ich kwalifikacjach. Musimy mieć najlepszych, skoro nasz warsztat będzie oferował ogromny zakres usług. Trochę wkurza mnie to, że wszystko odwleka się w czasie. Chciałabym już wystartować z interesem, ale Michael twierdzi że to nie takie proste. No cóż, ja uważam że dla chcącego nic trudnego.

Michael niespełna pod dwóch godzinach też poszedł, bo Kate do niego wściekle wydzwaniała. Chcąc nie chcąc, zabrałam się za sprzątanie po obiedzie. Potem przypomniałam sobie, że w kurtce zostawiłam wykaz leków, które kazał wykupić lekarz dla Nicka. Przeszłam cicho przez salon i szybko się ubrałam w przed pokoju, aby go nie obudzić. Mam tylko nadzieje, że pod moją nie obecność nie przyjdzie mu głupi pomysł do głowy, by zwiać. Wychodzę przed kamienicę i ruszam w kierunku najbliższej apteki. Taki spacer dobrze mi zrobi. Po drodze zrobiłam drobne zakupu spożywcze. Lodów czekoladowych nigdy dość. Zadzwoniła do mnie też Lisa z pytaniem, kiedy z Karlem mogą wpaść w odwiedziny. Zła strona zaproszenia Nicka do siebie jest taka, że moje spokojne i ciche mieszkanie zmieni się w dworzec kolejowy. Otwieram najciszej jak się da drzwi i wchodzę do środka. Zakupy zanoszę do kuchni i wracam by zdjąć z siebie kurtkę i buty i wtedy do mnie dociera, że jest coś nie tak. Wracam natychmiast do salonu i rozglądam się dookoła. Nick nadal śpi, a pomieszczenie nie zmieniło się ani trochę od mojego wyjścia. Jednak intuicja podpowiada mi, że coś jest na rzeczy. Wzruszam ramionami i idę do kuchni. Wszystkie produkty chowam w odpowiednie miejsca, a leki Nicka zostawiam na szafce w widocznym miejscu. Nie mając nic więcej do roboty idę do swojego pokoju. Wchodzę do środka i zamieram. Na całym łóżku leżą czarne róże. Są dość rzadkie i trudne do zdobycie. Podchodzę do łóżka i biorę jedną z nich. Ostrożnie obracam kwiat w palcach. 

- Chciałem ci podziękować, za to co robisz dla mnie. Choć nie musisz. – Odzywa się za moimi plecami Nick.

- Nie musiałeś tego robić. – Odpowiadam i okręcam się wokół własnej osi. Nie było mnie aż tak długo, by mógł wszystko zrobić na czas. Musiał mieć to wcześniej zaplanowane.

- Musiałem. Uświadomiłem sobie, że rzadko sprawiałem ci niespodzianki, gdy byliśmy razem. – Wchodzi do środka i zatrzymuje się kilka kroków przede mną.

- Wcale tego nie wymagałam Nick. – Mówię z lekkim uśmiechem. Podchodzę do niego i całuję w policzek. – Dziękuję. – Odsuwam się od niego na bezpieczną odległość.

- Wyjechałabyś ze mną na dwa tygodnie na Long Beach Island? – Kompletnie zaskakuje mnie tym pytaniem.

- Yyy… kupiłeś ten dom? – Pytam zdezorientowana.

- Nie, ale jego obecny właściciel to mój znajomy i udostępni mi go na ten czas. To jak, zgadzasz się? – Wciska ręce w kieszenie i wierca we mnie spojrzenie.

- No nie wiem, czy to dobry pomysł? – Zaczynam powoli.

- A dlaczego by nie? – Robi krok w moją stronę. – Sama mnie do siebie zaprosiłaś, a raczej zmusiłaś, więc o co chodzi? Powiedziałaś, że chcesz mieć na mnie oko. Od kiedy wyjazd ci to utrudnia? – Pyta zwodniczo łagodnym tonem, ale ja wiem że się ze mnie nabija, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego co teraz dzieje się w mojej głowie. Kurde. Zaciskam usta w wąską linię z niezadowolenia. Łatwiej jest mi, gdy jestem na swoim terytorium, niż na jego. Z drugiej strony zmiana otoczenia dobrze zrobi mnie i jemu. Potrząsam lekko głową. Muszę przestać szukać dziury w całym.

- Czyżby kanapa w salonie nie spełnia twoich oczekiwań? – Pytam przebiegle. Nick parska śmiechem.

- To też, ale pomyślałam że zmiana otoczenia dobrze nam zrobi. Ocean prawie za oknem. Można spacerować po plaży ile dusza zapragnie. Chcesz jechać?

- W zasadzie, czemu nie. – Odzywam się po chwili zastanowienia. – Kiedy, planujesz wyjazd? – Siadam na łóżku po turecku, a obok mnie siada Nick.

- W piątek.

- To za dwa dni! – Wołam przerażona perspektywą tak ograniczonego czasu na pakowanie.

- To jest mnóstwo czasu. Meg. – Zauważa Nick z uśmiechem. Może dla ciebie. Dodaję w myślach. – Po za tym chciałem ci powiedzieć, że dom możesz sprzedać. – Szybko przekręcam głowę w jego stronę, że nie mal dostaję skrętu karku. Rozmasowuję sobie bolącą szyję.

- Jak to? Myślałam, że skoro … żyjesz – Mówię z przekąsem. Nie udało mi się pozbyć z głosu nutki pretensji.  - …dom automatycznie wraca do ciebie.

- Nadal jest twój i możesz zrobić z nim co chcesz. – Odpowiada nie wzruszony moim tonem.

- Ale..? A twoje rzeczy? – Dopytuję się dalej.

- Jak byłem w szpitalu wszystkim się zająłem. Moje rzeczy zostały przewiezione do domu letniego. Chrystian wszystkiego dopilnował. – Wciąż nie mogę uwierzyć w to co słyszę.

- Jesteś tego pewien, Nick? To twój dom, nie mój. Jeśli chcesz możesz dalej w nim mieszkać. – Nick kręci przecząco głową, ze smutną miną.

- Za dużo wspomnień. Sama rozumiesz. – Mówi, po czym wstaje i wychodzi z pokoju. Cicho zamykając za sobą drzwi. Wpatruję się w zamknięte drzwi, nie co oszołomiona. Myślałam, że ten budynek jest dla niego ważny, ale jak się okazuje nie aż tak. No cóż, ja na pewno nie chciałabym w nim po tym wszystkim mieszkać. Skoro go nie chce, to nie ma na co czekać z tym, by jak najszybciej się go pozbyć.

***

Krzątam się po kuchni rozpakowując zakupy, które zrobiliśmy po drodze do Long Beach Island. Natomiast Nick postanowił zawlec nasze walizki na górę. Przyglądałam się jego wysiłkom z rozbawieniem, gdy wtaszcza je po schodach. Nie śmiałam zaproponować mu pomocy, bo znowu by powiedział że odbieram mu męskość, więc niech się męczy. Zrzucam z siebie koszulę i pozostaję w koszulce na ramiączkach. Koszulę zawiązuję w pasie i zabieram się ze przygotowanie posiłku. W końcu decyduje się na klasykę, czyli spaghetti.

- Pięknie pachnie. – Odwracam się do Nicka, który stoi w progu z szerokim uśmiechem, który natychmiast blaknie i zastępuje go złość. Co jest? Podchodzi do mnie szybkim krokiem, a ja wystraszona robię kilka kroków w tył, aż zatrzymuję się na szafce tyłkiem.

- Co ty… – Zaczynam przerażona, ale on unosi rękę i dotyka moich blizn na na ramionach, które są pamiątką po ostatnim spotkaniu z Danielem. Co prawda wygoiły się już dawno, ale blizny zostaną mi już do końca życia. Lisa sugerowała mi operację, aby się ich pozbyć, ale nie podoba mi się to opcja. Być może zakryję ich kolejnym tatuażem albo pozostawię tak jak są, przypominając mi o tym przez co przeszłam i przez co stałam się jeszcze bardziej silniejsza. Nick przesuwa delikatnie palcami po moim ciele wywołując przyjemne mrowienie. Nozdrza mu drgają, a napięta szczęka świadczy o ledwo powstrzymywanym gniewie.

- Było minęło, Nick. – Odsuwam się w bok, poza zasięgiem jego dłoni i szybko zakładam koszulę na ramiona. Podchodzę do kuchni, na której bulgocze leniwie sos. Nie słyszę żadnej odpowiedzi, a tym bardziej ruchu. Zerkam na niego z ukosa. Nadal stoi w tym samym miejscu.

- To moja wina. – Odzywa się cicho. – Powinienem go powstrzymać. 

- Przestań się zadręczać. Ja zostawiłam to za sobą i tobie to samo radzę. – Odzywam się ostrym głosem i zaczynam wykładać makaron na talerze, po czym polewam go sosem i obsypuję startym serem. Wykonuje te czynności zbyt nerwowo. 

- Może i masz rację. – Kładzie mi dłonie na biodrach i składa czuły pocałunek na mojej szyli. Lekko się wzdrygam na ten niespodziewany dotyk. Mam dreszcze na całym ciele. 

- Ja zawsze mam rację. – Poprawiam go bardzo poważnym tonem. Nick parska śmiechem.

- Akurat. – Protestuje i pomaga mi nakryć do obiadu. Oddycham w duchu z ulgą. Temat zamknięty przynajmniej chwilowo. – Straszny z ciebie nerwus, wiesz? – Mówi, gdy siadamy do stołu.

- No wiem. – Przyglądam mu się z lekkim rozbawieniem.

- I uparciuch. – Kontynuuje znad talerza.

- No i dobrze strzelam. – Dodaję do jego wyliczanki.

- Ale nadal żyję. – Przewracam oczami to słysząc. – To oznacza, że nie aż tak dobrze.

- O przepraszam cię za to nie dopatrzenie, ale wiesz że w każdej chwili mogę to naprawić? – Drażnię go.

- Na razie podziękuje, ale schowam broń sprzed zasięgiem twoich rąk. – Mówi i zabiera się do jedzenia.

Po objedzie wychodzę na taras otulona grubym szalem. Jesień daje o sobie znać i temperatura z dnia na dzień spada, ale mnie to nie odstrasza. Siadam na wiklinowej kanapie z kubkiem gorącej herbaty. Obserwuję wzburzony ocean, oraz parę spacerującą po plaży.

Jestem tu i teraz z Nickiem. Co dalej? Dokąd to wszystko mnie zaprowadzi? Jedno jest pewne nie chce już wracać do przeszłość, tylko układać przyszłość. Wiem, że przy Nicku mogę być szczęśliwa i tak też teraz się czuję, ale ogranicza mnie ten strach, że znów mnie zostawi. Skrzywdzi. Wtedy sytuacja wymagała drastycznych kroków. Poświęcił się dla mnie. Myślami wracam do tego jak czułam się, po pogrzebie, jak wracałam z otępienie do rzeczywistości. Wtedy wiedziałem, że nie ma dla mnie życia bez niego. A teraz jest tu … ze mną. Mam go na wyciągnięcie ręki. Wystarczy skoczyć i zaryzykować, nic więcej. Któreś z nas musi wykonać ten pierwszy ruch.

- Przeziębisz się, ślicznotko. – Za dumy wyrywa mnie głos Nicka. Podnoszę na niego wzrok i uśmiecham się. Stoi oparty o barierkę i przygląda mi się tym swoim niemal czarnymi oczami. Przesuwam wzrok po jego sylwetce. Mężczyzna średniego wzroku o ciemnych włosach i głębokim spojrzeniu. Ten sam, którego poznałam kilka miesięcy temu. Ten sam, który doprowadza mnie do szału swoich zachowaniem i odzywkami. Nick jest pewnym siebie i stanowczym człowiekiem. Zawsze musiało być tak jak on chce i pewnie dlatego nasze kłótnie niosły duży ładunek emocjonalny, ale mimo tych wszystkich nieporozumień, ciągle zależało nam na sobie. Byliśmy w stanie skoczyć za sobą w ogień i do tej pory to się nie zmieniło. – Co się stało? – Kuca przede mną nie wiadomo kiedy i wpatruje się we mnie ze zmartwioną miną. Uświadamiam sobie, że kilka łez stoczyło się po policzkach. Jejku, stałam się straszną beksą. Krzywię się w myślach.

- Nic. Wszystko jest w porządku. – Odpowiadam. Z wahaniem unoszę rękę i dotykam jego policzka drżącą dłonią. Przesuwam opuszkami palców po jego lekkim zaroście. Zaskoczony otwiera szerzej oczy. Pierwszy raz, od tak długiego czasu obdarzam go, tak wiele mówiącym gestem. Siada obok i bez słowa wciąga mnie sobie na kolana. Nie protestuję. Wtulam się w niego, a on obejmuje mnie ramionami i tak trwamy w bezruchu. Wdycham zapach jego perfum i wsłuchuję się w bicie jego serca.

To jest moje miejsce.

- Chodzimy do środka. – Proponuje Nick przerywając ciszę. Nie wiadomo kiedy zaczęło się ściemniać, a wiatr przybrał na sile. – Robi się naprawdę zimno. Schodzę z jego kolan i otulam się szczelniej szalikiem, po czym wchodzę do środka. Zerkam na zegar wiszący w przed pokoju. Dochodzi już 18. Ten czas tak szybko zleciał. – Chcesz się czegoś napić na rozgrzanie? – Pyta Nick, gdy zamyka drzwi na zamek.

- No jasne. Strasznie zmarzłam. – Rozmawiamy ze sobą jak, gdyby nigdy nic, ale czuję jak jakoś niewidzialna siła przyciąga nas ku sobie. Wchodzę do salonu, a zaraz ze mną Nick. Siadam po turecku na puchatym dywanie tuż przed kominkiem, od którego bije przyjemne ciepło. Po chwili dołącza do mnie Nick i podaje mi szklankę z brązowym płynem. Biorę kilka łyków i przyjemne ciepło rozlewa się po moim ciele. Zaczynamy prowadzić ze sobą swobodna rozmowę, o wszystkim i o niczym. Niby to błahe tematy, ale jakby miały drugie dno. Czuję coś dziwnego w środku, ale staram się to ignorować.

- Dzięki za drinka. Pójdę już do siebie. – Odstawiam pustą szklankę i wstaję. Nick otwiera usta by coś powiedzieć, ale odpuszcza.

- Dobranoc. – Mówi w końcu i odprowadza mnie wzrokiem, aż do schodów prowadzących na piętro.

Docieram do swojego pokoju, a te dziwne uczucie, nadal mi towarzyszy. Szybko się rozpakowuję i biorę potrzebne rzeczy, po czym zaszywam się w łazience. Biorę długą kąpiel, ale nie niesie mi ona ukojenia, wręcz przeciwnie. Suszę włosy i gapię się na siebie w lusterku. Co jest do cholery? Pytam samą siebie w myślach. Przebieram się w moją ulubiona piżamę, która składa się jedynie ze starej rozciągniętej koszulki. Wracam do sypialni i kładę się na łóżku. Gaszę światło i przykrywam pościelą. Po ponad godzinie wiercenia się wiem, że nie dam rady zasnąć. Za ścianą słyszę jak Nick przerzuca kanały w telewizorze. Wiedząc, że on też nie śpi jeszcze bardziej wzmaga się to uczucie. Nie ma siły dłużej panować nad swoimi emocjami, które się we mnie kłębią. Wygrzebuję się z łóżka i nim pomyślę co robię, wychodzę ze swojego pokoju, po czym podchodzę do drzwi od sypialni Nicka i pukam cicho. Nick otwiera je, ubrany jedynie w spodnie dresowe.

- Megan? – Pyta zaalarmowany moją wizytą, ale ja nie potrafię mu odpowiedzieć. Nick przesuwa wzrok po moim ciele i zatrzymuje się na moich oczach. Wpatruje się we mnie przepełnionymi ogromnym pragnieniem oczami, jakby błagały mnie o przebaczenie. A ja stoję w miejscu i nie mogę się ruszyć, gdy tak przeszywa mnie na wskroś. W końcu podchodzi do mnie i bierze moją twarz w dłonie, po czym całuje mnie z rozdzierającą serce delikatnością. Oplata mnie rękoma i przyciąga do siebie, pogłębiając jeszcze bardziej pocałunek. Czuję jak moje serce wybija gorączkowy rytm, który wymknął się zupełnie spod kontroli. Wreszcie moje ciało łapie łączność z mózgiem. Unoszę ręce i palce wplatam w jego włosy. Nie odrywając się od siebie, robimy kilka kroków do tyłu i upadamy na łóżko. Nick szybko pozbawia mnie koszuli i bielizny. Dłońmi bada każdy zakamarek mojego ciała. Dotyka blizn i każdą z nich delikatnie całuje. W przypływie nagłego wstydu i strachu, próbuję się zakryć poranione ciało.

- Nie bój się.  - Powiedział cicho, patrząc mi głęboko w oczy. 

Czuję się jakbyśmy robili to pierwszy raz. Nick atakuje agresywnie moje usta, że nasze zęby się zderzają by po chwili przejść w pocałunek. Mam wrażenie, że pozbył się wszelkich za hamowań. Wiję się pod nim. Nasze czoła zetknęły się, oddechy zmieszały i zmagały ze sobą, tak jak spojrzenia. Czuję dotyk jego dłoni na swoim nagim ciele, jego gorące usta błądzące po mojej  skórze, jakby chciały poznać najmniejszy skrawek, którego dotąd nie poznały. Obejmuję ramionami jego szyję, przyciągając jego twarz do swojej i zamglonym wzrokiem spojrzałam w jego pałające pożądaniem oczy. On natomiast szukał w nich przyzwolenia.

- Potrzebuję cię, Nick. – Szepcze rozgorączkowana. Teraz wiem, że to dziwne uczucie towarzyszące mi od kilku dni, znalazło ujście. Nick unosi głowę by spojrzeć mi w oczy i widząc jego minę, coś ściska mnie za serce. To po prostu szczęście i czyste bezwarunkowe uczucie. Wpiłam się w jego wargi, tłumiąc jęk, gdy jednym spokojnym ruchem znalazł się we mnie. Czuję jak przez każdy nerw w moim ciele przepływa prąd. Oplotłam go nogami i wbijam paznokcie w jego plecy. Nasze ruchy stają się coraz szybsze, coraz bardziej niecierpliwe, wywołując kolejną falę jęków i westchnień. Zamykam oczy, pozwalając Nickowi prowadzić się ku spełnieniu. 

Budzę się, ale nie otwieram oczu. Nick ma przerzuconą rękę przez moje biodro. Czuję we włosach jego oddech. Nie mam pojęcia, czy już się obudził, czy nadal śpi. Więc nie ruszam się i delektuję się to chwilą. Jest mi tak przyjemnie i błogo, a ciężar który nosiłam ze sobą od śmierci Nicka, gdzieś znikł. Jestem wolna.

- Wiem, że nie śpisz. – Odzywa się chrapliwym głosem Nick. Chichoczę. Całuje mnie w ramię. Obracam się w jego ramionach, by móc widzieć jego twarz.

- Dzień dobry panie, Evans. – Mówię ze śmiechem. Nick uśmiecha się szeroko do mnie.

- Czy mi się wydawało, czy miała pani problem z zaśnięciem w nocy?

- Po nocnych odwiedzinach, sen przyszedł szybko. – Mówię z miną ważniaka. Przesuwam dłońmi po jego klatce piersiowej, jakbym nie mogła się nacieszyć jego bliskością. – Chce jeszcze raz zacząć wszystko od nowa. – Oznajmiam mu poważnym głosem.

- Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem. – Odpowiada, a jego oczy odzwierciedlają tą niewypowiedzianą tęsknotę. Uśmiecham się do niego smutno i całuję lekko w usta.

- Mam dwa warunki.

- Jakie?

- Pierwsze. Musisz przysiąc że nigdy więcej mnie nie zostawisz. Nie zniosę tego kolejny raz, Nick. – Intensywnie wbija spojrzenie w moje oczy.

- Przysięgam. – Odpowiada z całą mocą. – A drugi warunek? – Uśmiecham się szeroko i wyskakuję z łóżka nim zdąży mnie powstrzymać.

- Chce się z tobą ścigać na ćwierć mili. Tylko ty i ja! – Wołam wciągając na siebie koszulę Nicka i bieliznę. Nigdy się z nim nie ścigałam, a krążą o Nicku wręcz legendy jaki to z niego mistrz kierownicy.

- CO?! – Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. – Teraz?! Kompletnie oszalałaś! – Wykrzykuje kompletnie zbulwersowany. – Nie mamy dwóch samochodów. – Protestuje. Mój entuzjazm nie co oklapł. No tak. – Mam inny pomysł. – Uśmiecha się dwuznacznie. Podchodzę do niego wolnym krokiem i siadam mu na kolanach okrakiem.

- Myślałam, że pokazałeś mi cały repertuar swoich możliwości w nocy.  - Drażnię się z nim. Palcami zataczając kręgi na jego brzuchu.

- Mam jeszcze kilka opcji w zanadrzu. – Ustami dosięga mojej szyi. Uśmiecham się pod nosem z zadowolenia.

- Nie myśl sobie, że zapomnę o wyścigu, Nick.  - Odpowiadam niemal szeptem. – Załóżmy się, o coś. – Proponuję.

- A o co? – Odrywa się ode mnie i mruży oczy.

- Jeśli wygram będziesz moim niewolnikiem przez tydzień.- Mówię i przygryzam dolną wargę, aby się nie roześmiać na widok jego miny.

- Jeśli ja wygram to ty będziesz moim. – Jego pokerowa mina świadczy o tym, ze coś knuje.

- Zgoda. – Daje mu soczystego całusa. – Przegrasz, Evans. – Oświadczam z całą pewnością siebie. Nick nagle zmienia pozycję i nim się obejrzę, to już leżę pod nim.

- Ja już wygrałem, Green. – Odpowiada z ustami przy moich ustach. 

KONIEC

Dziękuję Wszystkim, którzy wytrwali aż do końca. Również tym, którzy dzielili się ze mną swoimi spostrzeżeniami, jak i tym którzy pozostali milczącymi, ale odwiedzali mojego bloga regularnie. Dzięki czemu mój blog znalazł się jakiś czas temu w Top 10 blogów, w kategorii – dla dorosłych. :)

Pozdrawiam Wszystkich Serdecznie. :)

Do zobaczenia wkrótce. 

9 myśli nt. „72. Ćwierć mili do mety…

  1. Hejka Byłam TU cały czas ale każdy rozdział to takie emocje że siły na komentowanie nie starczało ;)ale na Koniec to Chciałabym serdecznie Ci podziękować za Te emocje których Mi dostarczałaś choć nie Raz Już mówiłam sobie że nie będę czytać dalej ,bo nerwy takie że ehhh ale nie odpuściłam żadnego rozdziału .a koniec cudowny,fantastyczny, zajebisty ,czekam na kolejną historię :)Pozdrawiam serdecznie Weny życząc:)

    • Ja również dziękuję za to, że zostałaś ze mną do końca choć miałaś mnie dość czasami.
      Link już się pojawił do nowego bloga. Zapraszam. :)
      Pozdrawiam gorąco. :*

  2. W połowie rozdziału przemknęła mi myśl, że to ostatni rozdział :) Czuło się to. Ja to czułam i uważam, że jest to świetne zakończenie :D
    Nie mogę się doczekać nowego opowiadania i liczę, że link pojawi się SZYBKO. BARDZO. :D
    Wiesz, że cię uwielbiam, ale powtórzę to jeszcze raz. Uwielbiam cieeee :D
    Nie myśl, że ci odpuszczę. Jutro widzę tu piękny link :D
    Buziaki :*

    • W zasadzie nie miał być to ostatni rozdział, ale jak to u mnie bywa szybko zmieniam koncepcje. :)
      Pomysł jest, ale trzeba dopracować to i owow. Postaram się najszybciej jak się da wystartować z nowym blogiem.
      Aż się zarumieniłam. Miło mi to słyszeć. :D
      Wiem, że tak łatwo mi nie odpuścisz i podejmiesz odpowiednie kroki. :D
      :*

  3. Ojojoj , szkoda ze juz koniec ;c No ale historia super . Uwielbiałam to czytać . Z niecierpliwością czekałam na kolejne rozdziały :D Tak jak tego chciałam osobiście – szczęśliwe zakończenie ♡ Buźka :*

  4. Kochana Eriko,
    Po pierwsze, jak weszłam i zobaczyłam, że to ostatni odcinek, to odruchem był bunt, nie tak nie może być, ale tak wynikało z fabuły, że powoli zbliżamy się do końca, szczęśliwego końca.
    Ten rozdział był wspaniały, bajkowy, melancholijny, pojawiło się sporo przemyśleń w bohaterce. Poczułam, jakby jakiś niewidzialny mur między nimi runął z łoskotem. Zostały jeszcze jakieś kamienie przeszkadzające od czasu do czasu, ale na tyle widoczne, że Meg może próbować je odrzucać. Ich żarciki i słowne utarczki tym razem były pełne troski o drugą osobę. Bardzo podobała mi się Meg z tego rozdziału. Odkrywając to, co uważała za słabość odkryła swoją siłę.
    Decyzje zmieniają nasze życie. W tym rozdziale odczytałam dużą zmianę w Meg. Jakby podjęła ważną decyzję w swoim życiu, kilka razy zawalczyła wewnętrznie o pokój między nimi, co dało natychmiastowe owoce dla ich związku.
    Piękne zakończenie, wygląda na to, że udało im się dojść do porozumienia i nie tylko, do punktu w którym oboje zdecydowali się budować tę relację, widzieć siebie wzajemnie i akceptować. Pewnie jeszcze nie raz będą się ze sobą ścierać, ale postawili kroki na nowej ścieżce, na której po takich utarczkach musi nadejść rozpogodzenie.
    Dziękuję Ci Eriko za ten piękny zwrot akcji w dzisiejszym wpisie, a jednak szczęśliwe zakończenie, i za całą napisaną przez Ciebie historię, pełną akcji, emocji, pościgów, niepewności, dowcipu…
    Gratuluję Ci, że Twoje opowiadanie znalazło się na liście top 10 dla dorosłych.
    Miło mi było przeczytać, że masz już kolejny pomysł.

    Ciepło Cię pozdrawiam i życzę weny.
    Ela

    • Droga Elu,
      Rozdział ten nie mal był wyzwaniem dla mnie, bo szkoda mi było kończyć tą historię. Sama się buntowałam prze ekranem komputera i wymyślałam inne propozycje an zakończenia, ale jak zwykle postawiłam na improwizację i pojawiło się to.
      Przed Megan i Nickiem jeszcze dużo pracy nad związkiem, ale ten najważniejszy krok został postawiony i to właśnie przez samą bohaterkę. Nie chciałam ukazać Meg jak zwykle wybuchowej i emocjonalnej, ale spokojnej i opiekuńczej.
      Dziękuje za Twoje słowa, zawsze to miło słyszeć że to co udało się stworzyć komuś się podoba.
      Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Cię do czytanie kolejnego opowiadania.
      Serdecznie Cię pozdrawiam. :*

      • Kochana Eriko,
        Czyli bunt był nie tylko w czytelniczce, ale i samej autorce. Prawda, historia super i bohaterowie bardzo żywi i ciężko się z nimi żegnać.
        Na pewno będę czytała Twoje kolejne opowiadanie.
        Ciepło Cię pozdrawiam i do usłyszenia
        Ela

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>